Jak widać, częstotliwość publikowania nowych notek jest wręcz oszołamiająca. Blog poszedł w odstawkę. Brak chęci i czasu sprawił, że ostatni raz pisałem jakieś...3 miesiące temu ? A pisałem tylko o swoim dniu więc właściwie dla siebie, bo przyjemnie jest mi wrócić po jakimś czasie, przeczytać, przypomnieć sobie i powspominać. Na mini/pseudo felietony nie mam weny. Wszystkie te rzeczy, które mnie irytowały bądź intrygowały stały się nieco obojętne, nie wiem jak radziłem sobie z pisaniem o nich i czy mój warsztat pisarski oddawał cokolwiek, ale jednak chciałem się wypowiadać. Może to przez zmęczenie, własne problemy lub natłok obowiązków a może staję się konformistą?
O ile w tym roku zima ociągała się ze swoim przyjściem( lub tylko odnoszę takie wrażenie), o tyle teraz odbija sobie z nawiązką. Nie lubię tej pory roku. Mimo, że nie ma ani wielkich mrozów, ani zimowej pluchy, słowem na jakość zimy nie można narzekać, to noc gdy idę do szkoły i noc gdy wracam ze szkoły, nie wpływa pozytywnie na moje samopoczucie. Najchętniej spałbym, okryty ciepła kołdrą i kocem z głową głęboko zanurzoną w poduszkę, czytał książki, oglądał seriale i pił kakao, ale niestety...Życie to nie bajka dlatego musi mi wystarczyć codzienna monotonia z torbą, lub plecakiem na ramieniu codziennie o 7 rano na autobus. Nie licząc tych dni kiedy stwierdzam, że prędzej rzucę się pod samochód niż wyjdę z ciepłego łóżka, mówię, że mam na 2 lekcję z bliżej nieokreślonych wyjątkowych okoliczność i śpię dłużej o boskie 50 minut.
Dzisiejszy dzień podobny do innych...z kilkoma wyjątkami. Piątek jak piątek, wstałem nawet na wf na dwóch pierwszych lekcjach, co nieczęsto zdarzało mi się w 1 klasie. Właściwie wstałem żeby pouczyć się na poprawę sprawdzianu z hiszpańskiego, ale na szczęście nauczyciele nie dociekają motywów obecności na swoich lekcjach więc...wf na +. Po lekcjach do Haczowa, do Kamila, na 1 autobus oczywiście nie zdążyliśmy, ale za to kupiłem prezent-książkę na klasowe mikołajki. Następny PKS jakoś nie chciał przyjechać punktualnie. Kamil zmęczony oczekiwaniem oparł się o słup informacyjny i tym samym ozdobił płaszcz klejem do plakatów. Wyczekiwany autobus do Brzozowa przez Haczów wreszcie przyjechał. Po krótkim spacerem przez bliżej nieokreślony laso-park, o którego istnieniu Kamil zaprzeczał, a który to ja widocznie widziałem i odważyłem się nazwać po imieniu "lasem" tym samym podważając wielkomiejskość Haczowa. Bo nie godzi się mieć lasu w środku wis, prawda ? W ciepłym domu, dostaliśmy ciepłe spagetti, czuję się nieco niezręcznie, kiedy dokarmiają mnie mamy kolegów, więc początkowo grzecznie odmówiłem, mając na uwadze, ze mam w plecaku jeszcze jedną niezjedzoną kanapkę i jakoś przetrwam. Jak już najedzeni to coś robić a jak coś robić to nie wiadomo co, ale i ta jest fajnie, ale najfajniej zrobiło się jak zaczęliśmy grać w singstara tj. Pojedynek na śpiewanie z chórzystą uważam za mało wyrównaną walkę, ale co jak co raz albo dwa udało mi się wygrać. Później jeszcze trochę nicnierobienia i trzeba wracać do domu. Nie wiem czy Kamil zaszantażował swoich rodziców, czy powiedział, że jestem synem jakiegoś liczącego się polityka, czy oni sami z siebie są tacy dobrzy, że Klamut senior podwiózł mnie pod sam dom, dzięki mu za to.
Notki koniec, na dobre zakończenie sił brak, ale biorąc pod uwage ile tu wypisałem i która jest godzina oficjalnie sam się rozgrzeszam.
8 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz