Przyszły ferie, fajnie bo zupełnie nie miałem weny do nauki. Potrzebuję przerwy w przeskoku między pierwszym a drugim półroczem, takiego oddzielenia i świadomości, że zaczynam pracować na czyste konto. To mnie motywuje. Mam nadzieję, że przez te dwa tygodnie uda mi się pouczyć trochę historii i angielskiego - bez przesady oczywiście, w końcu mamy ferie. Pasowałoby też przygotować się dobrze do sprawdzianu z matematyki, który czeka zaraz po powrocie do szkoły. Ale dosyć tego, dopiero początek odpoczynku a ja już myślę o obowiązkach.

W ostatni czwartek byłem z M. w artkinie, na "wyjście przez sklep z pamiątkami" ciekawy tytuł, nie sądzicie ? Nalaliśmy sobie herbaty do plastikowych kubków, usiedliśmy mniej więcej tam gdzie zawsze i...zaczęliśmy oglądać. Film miał być o Francuzie, który ogarnięty manią kamerowania absolutnie wszystkiego postanowił "nakręcić dokument" o Banksym, czyli najbardziej tajemniczym i sławnym przedstawicielu street artu, i o samym street arcie. Co wyszło to wyszło...Banksy nakręcił film o owym Francuzie. Wolność, uśmiech losu, ciekawy humor i przede wszystkim o co tak naprawdę chodzi ze sztuką ? Trudno opisać, trudno zrecenzować, ale na pewno warto obejrzeć, film absolutnie jedyny w swoim rodzaju.

Czwartk na plus a w piątek...W piątek do Sziszki, mimo grzyba na ścianach klimat jet fajny. Surowa cegła, poduszki, siedzenie na podłodze,nastrojowa muzyka, dobre jedzenie. Porwałem się nawet na butelkę piwa za 8 zł - koźlak, drogie ale dobre no i oczywiście shisha.
I to chyba koniec notki wracam do Mistrza i Małgorzaty
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz